Poznajmy się! Kilka słów o oddziałowej Oddziału dla Dorosłych…

Chcielibyśmy, abyście mieli okazję lepiej poznać nasz hospicyjny Zespół! Pandemia niestety utrudnia nam to zadanie, bo bezpośrednie spotkania nie są póki co możliwe, ale to nic – nie poddajemy się.
Poznajmy się! Na pierwszy ogień – choć będzie bardziej o wodzie – oddziałowa Oddziału dla Dorosłych ❤
”Marzenia trzeba realizować zawczasu” – z hospicjum na szerokie wody…
Pierwszy raz weszła tu 27 lat temu, w niedzielę pierwszy raz zmierzy się z kolejnym wyzwaniem. Beata Fularska – pielęgniarka oddziałowa z Oddziału dla Dorosłych Hospicjum Cordis, prócz niesienia pomocy innym, nie wyobraża sobie życia bez pasji i aktywnego wypoczynku.
Zacznijmy jednak od początku. Warmia kilka lat temu, słońce, małe jeziorko i chwile wytchnienia ze znajomymi. I nagle pomysł, by wypożyczyć jedną jedyną żaglówkę, która tak stoi, stoi i czeka na to by ktoś z niej skorzystał. To była miłość od pierwszego wejrzenia, która trwa do dzisiaj…co więcej, jest coraz silniejsza.
Potem poszło już szybko. – Kilka miesięcy później zrobiłam patent. Minęła zaledwie chwila, a już z mężem i dziećmi odwiedziliśmy Mazury. Rok po otrzymaniu uprawnień, wyruszyliśmy w morze – wspomina oddziałowa, Beata Fularska.
Jak mówi, niektórzy twierdzą, że żeglarstwo to nudny sport. Ona jednak uważa inaczej – to czysta przyjemność, reset. A nawet wyzwanie…zwłaszcza, gdy ma się chorobę morską. – Walczę z tym. Chcę pokonywać swe słabości, dlatego jak najczęściej staram się je przełamywać – dodaje pielęgniarka.
Słabości, które na co dzień widzi też u swych podopiecznych w hospicjum. Nawet, gdy wchodzi na pokład wciąż o nich pamięta. Trudno o tym zapomnieć. Jednak pasja pozwala myśleć o tym, że marzenia są po to by je realizować zawczasu.
Dlatego w najbliższy weekend spełni kolejne z nich. Wejdzie na pokład Kapitana Borchardta, by w kilkuosobowym gronie kobiet wyruszyć w morze. – Zawsze chciałam tego spróbować. Nie znam tych osób, ofertę znalazłam w internecie. Nie zastanawiałam się długo, bo wiem że to ludzie z pasją. I mimo, że zamknięci są przez kilka dni na małej przestrzeni potrafią ze sobą współpracować – śmieje się Beata Fularska.
Nie do śmiechu jest natomiast jej mężowi, Tomaszowi. Zazdrości swej żonie, że po raz kolejny będzie miała szansę poznać tyle ciekawych osób. Jest jednak dumny, że mimo lęku stara się przełamywać bariery… jak te w codziennej pracy.
Szanowne Panie, w ramach akcji ”Dziewczyny na żaglowiec”, wsiądą w niedzielę na pokład Kapitana Borchardta by w ciągu kilku dni samodzielnie pokonać odległość ze Szczecina do Gdańska.
Życzymy zatem stopy wody pod kilem! 💪